Sunday, 22 July 2018

Klejące skrzydełka z kurczaka - marynowane i pieczone...


Składniki:
(około 12-14 skrzydełek, czyli okolice 1kg)
  • 5 łyżek miodu
  • 1 łyżka ostrej musztardy
  • 3 łyżki keczupu
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki w proszku
  • spora szczypta ostrej papryki w proszku, lub do smaku
  • sól i pieprz, do smaku
  1. W miseczce wymieszaj miód, keczup, musztardę. Dodaj papryki, dopraw do smaku i wymieszaj.
  2. Oczyszczone, umyte skrzydełka zalej marynatą i dobrze wymieszaj. Zostaw na noc w lodówce.
  3. Rozgrzej piekarnik do 180stC. 
  4. Zamarynowane skrzydełka przełóż do naczynia żaroodpornego lub wyłożonej folia aluminiowa blaszki. Przykryj (folia aluminiowa, lub pokrywka) i piecz około 30 minut.
  5. Następnie zwiększ temperaturę do 200stC, zdejmij pokrywkę/folię i piecz kolejnych 20 minut. Podawaj z frytkami, sałatka ziemniaczana i/lub dobrym chlebem. 
Przepis, zmodyfikowany lekko, z bloga Słodkie Okruszki.



A tak nawiasem mówiac, jakby ktoś, kiedyś, gdzieś zastanawiał się, jak łatwo/trudno robi się zdjęcia jedzenia, w towarzystwie dzieci:



Thursday, 19 July 2018

"Energy bites" Kate Turner i Annie Nichols...


"All of the recipes in this book are vegetarian, gluten- and dairy-free, energy packed, and protein-rich; some are 'raw' and all of them are free of refined sugar. (...) The bites are ball-shaped, loaded with goodness, and easy to grab for breakfast, lunch, dinner, or as a tasty treat."

Zakupiona jakiś czas temu, przypadkiem kompletnym, bo cena była śmiesznie niska, a następnie spektakularnie zapomniana... A to dlatego, że doszłam do wniosku, że moim dzieckom czego, jak czego, ale dodatkowych dawek energii na pewno nie potrzeba! 
Ale... Moja znajoma ma małego człowieczka uczulonego na jajka, więc dla wygody i uproszczenia sobie życia gotuje wegańsko, a na poszkolna przekaskę przynosi właśnie daktylowe, kuleczki. Nie wielkie, domowe, pełne jajek i oleju muffiny, jak ja... A na dodatek mój sasiedzki i bardzo lokalny supermarket sprzedaje idealnie miękkie daktyle, nadajace się wspaniale do siekania, mieszania i rolowania. Wymówek do solidnego poczytania ksiażki ubywało. 

Wiem na pewno, że nie będę robić kulek buraczkowo-marchewkowych z kaszy gryczanej, albo ze słodkich ziemniaków i chilli. Póki co. Natomiast na pewno wykorzystam generalny wzór na 'kulki mocy' i słodkie propozycje, jak żurawinowo-figowe, owocowo-orzechowe, czy bananowe z masłem orzechowym.    

"Energy bites" Kate Turner i Annie Nichols; Penguin Random House, 2016 rok.










Monday, 16 July 2018

Sałatka ziemniaczana...


"Potato salad is a summer favourite and easy to rustle up in bulk making it an ideal dish for barbecues and parties. This particular potato salad recipe ensures that creamy consistency materialises every time with the help of crème fraiche, mayonnaise and beautiful new potatoes."

U mnie w domu raczej nie znajduje zwolenników... Czym się specjalnie nie martwię, bo oznacza to tylko i wyłacznie, że cała przygotowana porcja dostanie się mnie. Osobiście i personalnie wolę sałatkę ziemniaczana świeżo przygotowana i w temperaturze pokojowej, ale po kilku godzinach, czy nawet dniu, lub dwóch, nie traci ona specjalnie na strakcyjności i jest jak najbardziej zjadliwa. Dodatkowo jest oczywiście znakomitym dodatkiem do jakiegokolwiek grilla i wszelakich grillowanych mięs i warzyw. 

Generalna inspiracja ze strony Love Potatoes.

Składniki:
(na okolice 3-4 porcji, zależnie od użytych dodatków i apetytu)

  • 500g małych ziemniaków - najlepiej odmiany sałatkowej; pokrojonych na połówki, jeśli sa różnej wielkości 
  • 1 czerwona cebula, drobniutko posiakana
  • 2 łyżki drobniutko posiekanego szczypiorku
  • 2 czubate łyżki dobrego, gęstego jogurtu greckiego lub creme fraiche
  • 2 czubate łyżki majonezu
  • 1-2 łyżeczki octu z białego wina
  • sól i pieprz, do smaku
  1. Włóż ziemniaki do gotujacej się lekko osolonej wody. Gotuj do miękkości - około 15-20 minut. Odcedź i ostudź.
  2. Wymieszaj majonez i jogurt. Dopraw do smaku octem winnym. Delikatnie wymieszaj z ziemniakami, cebula i szczypiorkiem. Dopraw do smaku.




Thursday, 12 July 2018

Bags of taste...




Bags of Taste, to bezprofitowa organizacja dobroczynna, której celem jest nauczenie uczestników bezpłatnych kursów, jak oszczędzać pieniadze na jedzeniu, a jednocześnie przgotowywać pełnowartościowe, zdrowe i ciekawe posiłki dla całej rodziny. Po każdych zajęciach można zakupić torbę składników wystarczajacych do przygotowania posiłku dla 4 osób, a kosztujaca £3. [ O nagannych i dla mnie niezrozumiałych kompletnie nawykach zakupowo-jedzeniowo-kuchennych Anglików, i nie tylko, pisałam już przy okazji 'Eat well for less'].
Ja trafiłam do nich kompletnym przypadkiem - poczytałam niewielki plakat przyklejony przy wejściu do klatki schodowej. Zarejestrowałam się przez Internet i... kompletnie o wszystkim zapomniałam! Do czasu, aż rzuciłam okiem na rzeczony plakat po raz kolejny i okazało się, że najbliższy, czterotygodniowy kurs (z zapewnionym żłobkiem!) zaczyna się już za kilka dni.
I tak trafiłam do grupy prowadzonej przez Sarę i wolontariuszy - robiacych zakupy, przygotowujacych idealnie odmierzone porcje składników, instalujacych kuchenne stacje i pomagajacych w gotowaniu prostych przepisów. 

Powiadajac szczerze i prawdziwie: taki akurat kurs jest nieco poniżej moich umiejętności i wiadomości. Żaden z przepisów nie wydał mi się skomplikowany i trudny, a żaden składnik nieznany i kompletnie egzotyczny. 
ALE... Jedna z uczestniczek, Gruzinka, stwierdziła, że nigdy nie używała ciecierzycy; widywała w sklepach puszki, i owszem, ale gotuje tylko mięso i ziemniaki i czegoś takiego jeszcze nie jadła. Inna pani, z Iraku bodaj, nie miała pojęcia o popularnych przyprawach kuchni chińskiej, jak 'oyster sauce' (sos z ostryg?) i 'fish sauce' (sos rybny?), i pytała gdzie je kupić. Studentka 1 roku prawa, której rodzice pochodza z Nigerii i której mama gotuje raczej ostre, smażone i bardzo afrykańskie potrawy, zapytała przy sałatce Cezara (Casear Salad) z grzankami, skad wziaść czerstwy chleb. A jeden z panów chciał dodawać do potraw wody mineralnej, zamiast chlustu zwykłej, ordynarnej i najtańszej kranówki... 
Podsumowujac: kurs na pewno wniesie dużo nowinek i dobrych rad w kuchenne przyzwyczajenia wielu osób.

Przy okazji ostatniego spotkania musiałam zabrać ze soba Samię i Khodor'a - akurat nie mieli szkoły (tzw. Inset Day, czyli dzień szkolenia dla nauczycieli, który zdarza się może dwa-trzy razy do roku) i oboje wydawali okrzyki zachwytu nad mielona wołowina z grzybami i w 'oyster sauce', oraz nad super-pyszna, tajska sałatka z makaronu ryżowego i warzyw, z sosem z mleka kokosowego. Obie opcje na 100% wejda do domowego menu.
Wszystkie 8 przepisów schowałam sobie skrupulatnie do plastikowego rękawa i na pewno jeszcze wielokrotnie do nich wrócę i skorzystam z dodatkowych rad.      












Monday, 9 July 2018

Jedzenie na obrazach #11...

'Les cinq sens et les quatre éléments' (1627)
(przykład użycia chińskiej porcelany na europejskich obrazach)

['Pięć zmysłów i cztery żywioły' - nie znam niestey francuskiego i polegam na automatycznym tłumaczu]

Jacques Linard (1597-1645)



Friday, 6 July 2018

Chlebek bananowy z chia...


Zawsze mam wrażenie, że wszystko, absolutnie wszystko, zyskuje automatycznie miano 'zdrowego' po dodaniu owej magicznej rośliny zwanej 'chia'... Czekolada? Od razu lepsza! Ciastka? Fantastyczne wręcz dla zdrowia! Ciasto? Niemal lekarstwo! :) 
Dlatego ulubiony i bardzo ceniony chlebek bananowy, z nieodzownym dodatkiem magii, nie przeszedł bez echa i nie dał na siebie długo czekać...  

Przepis z bloga Munchkin Time.

Składniki:

(na 1 bochenek; blaszka/foremka okolice 20/10cm)
szklanka = cup = 250ml

100g masła, w temperaturze pokojowej

1 szklanka cukru
2 jajka
3 bardzo dojrzałe banany, rozgniecione widelcem na papkę
1 1/2 szklanki maki
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki soli
3 łyżeczki chia


  1. Rozgrzej piekarnik do 180stC. Przygotuj foremkę - wyłóż papierem do pieczenia. Używajac miksera zmiksuj dokładnie cukier z masłem.
  2. Dodaj jajka i banany. Zmiksuj do czasu, aż składniki się połacza.
  3. W osobnej misce wymieszaj makę, sodę, sól i chia.
  4. Wsyp sucha mieszaknę do mieszanki maślanej i szybko wymieszaj szpatułka - nie za długo; tylko do czasu, aż składniki się połacza!
  5. Wylej gotowe ciasto do foremki i piecz około 55 minut. Jeśli wierzch zaczyna się za bardzo przypiekać przykryj kawałkiem folii aluminiowej. Przestudź w foremce, a następnie wyjmij na kratkę i zostaw do całkowitego ostudzenia. 

    

Monday, 2 July 2018

Rochester #2...



Kolejnym interesujacym, i to bardzo, punktem na mapie Rochester jest katedra - Rochester Cathedral. Znakomicie widoczna z Rochester Castle i oddalona o kilka minut drogi spacerkiem (wielki plus małych miejscowości - wszystko znajduje się w niewielkiej odległości). 
I nieprawdopodobnie imponujaca!
Założona w 604 roku, zdecydowanie historię ponad tysiaca lat pokazuje i przekazuje - na ścianach dziesiatki tablic upamiętniajacych lokalnych możnych i żołnierzy, datowanych daleko do XVII, XV i nawet XII wieku. 
Zgodnie z rzymskim prawem biskup musiał założyć szkołę w celu nauczania swoich nowych księży - King's School, Rochester, przykatedralna niezależna szkoła jest druga, najstarsza, bezustannie działajaca na świecie (od 604 roku). Fyi - najstarsza to King's School, Canterbury z 597 roku.
    
Wejście, bezpłatne, codziennie od 10 do 18, ale zwiedzajacy sa proszeni o zachowanie ciszy w okolicach odbywajacych się mszy i grup modlitewnych. Przy wejściu - skarbonki na datki, utrzymanie budynku z wielosetletnia historia niestety kosztuje krocie. Jest trochę niewygodnie poruszać się z wózkiem - schody!
 Uważam, że około 2 godzin to rozsadny czas na spokojne rozejrzenie się - my niestety byliśmy już nieco późno i zostaliśmy pospieszeni przez wikariusza (-kę?) o uszanowanie majacego się zaraz rozpoczać nabożeństwa. 
I nawiasem mówiac kobiety w sutannach przerażaja mnie całkowicie i uważam je za nieprawdopodobnie egzotyczne. Ta z Rochester była wagi ciężkiej, z postura dorównujaca powadze całego miejsca. 
Ale niedawno zajrzeliśmy na Summer Fair (letnia zabawę dla dzieci, otwarta dla przechodzacych) do niedalekiej szkoły anglikańskiej i w drzwiach pojawiła się wikariuszka (?) - w letniej, zwiewnej, kwiecistej sukience bez rękawów i w koloratce zawieszonej na kawałku czarnego materiału, zasłaniajacej dekolt... Ta to mnie dopiero przeraziła! :) Nawiasem mówiac musi to być pokłos wychowania w Polsce, bo moich dzieci nie dziwi nic... ;)













I na koniec - jedzenie!

Zatrzymaliśmy się na wafle/gofry w:
Crêpe & Co.
3 College Yard, 
Rochester ME1 1LB


Wszystkim wszystko bardzo smakowało. Ceny umiarkowane - sympatyczna porcja w okolicy £5. My, oczywiście, skusiliśmy się na słodkie opcje, ale dla mniejszych wielbicieli gatunku przewidziano propozycje wytrawne: naleśniki (z serkiem kremowym i łososiem, szynka i serem, kurczakiem, itd.), oraz podobne zapiekanki/toasties. 


A przy okazji warto zajrzeć za róg do prawdziwej, pełnej słodkich skarbów, jaskini Alladyna:
 The Candy Bar
76 High St, 
Rochester ME1 1JY

Gdzie można wybierać spośród 34 rodzjów fudge (angielska 'krówka' - klik), setek rodzajów cukierków, czekoladek i gum do żucia, oraz czutnejów, curdów i musztard. Także tych mniej dostępnych i trudniejszych do znalezienia na europejskim rynku, bo z egzotyczny, amerykańskim rodowodem.

Ceny? Średnio-wysokie. Ale zawsze wychodzę z założenia, że tego typu zakupy to raczej okazjonalna przyjemność, a nie codzienna konieczność, i na jako taka można raz na długi czas wydać nieco więcej pieniędzy.  










Friday, 29 June 2018

Rochester...


Rochester (klik) to niewielkie miasteczko, położone w hrabstwie Kent, około godziny jazdy pociagiem z Londynu (50km na wschód). Ulubione miejsce Karola Dickens'a i zorientowane dookoła założonej w 604 roku katedry. 
  
My wybraliśmy się na dzienna wycieczkę, bo a) dzieci miały wolne i trzeba było ich jakoś zajać, oraz b) okazało się, że mamy bezpośrednie pociagi z bardzo okolicznej, oddalonej o spacerowym krokiem 10 minut, stacji. Szkoda nie skorzystać! :)
Niewatpliwym plusem malutkich miejscowości jest fakt, że wszystkie ewentualne atrakcje turystyczne, oraz przylegajace punkty dokarmiania rodziny, sa położone blisko stacji, oraz siebie. 

Co warto zobaczyć? Po pierwsze, niewatpliwie Rochester Castle. Założony w okolicy 1088 roku; jego zbrojna wieża (keep), pochodzaca z XII wieku, jest jednym z najlepiej zachowanych, tego typu budynków, w Anglii i Francji. Niestety podłogi i dach nie przetrwały wielosetletniej historii, a w tym lat zaniedbań. Niemniej jednak pozostałości i tak sa imponujace i pozwalaja na określenie ogromu budowli w latach jej świetności.
Wycieczka niestety nie dla strachliwców: na ostatni taras, położony na wysokości 113m, trzeba wejść po 200 niesamowicie waskich, krętych i ciemnych schodach. Z przystankami na kolejnych piętrach. Na pewno nie ma dostępu 'wózkowego': mniejsze dzieci trzeba przełożyć do nosideł/chust, większe moga s tupać same, pod warunkiem, że sa cały czas pod opieka dorosłych. Nasze towarzystwo było jak najbardziej w porzadku, ale już po zejściu na dół spotkaliśmy rodzinę z może 7-letnim chłopcem, który płakał w niebogłosy i stanowczo odmówił nawet kilku kroków w kierunku rzeczonych schodów. Czyli zdarzyć sie może różnie, oj różnie...  

Koszt (klik): dorosła osoba £6.40; dziecko (5-17 lat) £4.00; rodzina (2 + 3) £16.80. 
Otwarte: 10-18 lato, 10-16 zima. Warto sprawdzić wcześniej - można nadziać się na tłumy zwabione lokalnym festiwalem, czy pokazami średniowiecznych walk.
Czy warto? Nam się bardzo podobało! Sofijka opowiadała wszystkim w szkole o 'creepy castle', a pozostali byli dumni, że wspięli się tak wysoko.      








Kolejny przystanek na mapie zwiedzania Rochester to Guildhall Museum (lub klik) Położone kilka minut drogi spacerkiem od Rochester Castle i z wystawami rozdzielonymi pomiędzy dwa sasiadujace budynki. Zawiera stałe eksponaty dotyczace historii rzadu lokalnego - Medway, oraz dodatkowe, tymczasowe wystawy - my trafiliśmy na rekonstrukcję namiotu rycerzy krzyżowych, z opisami kolejnych krucjat do Ziemi Świętej. 
Można zajrzeć do oryginalnych XVII wiecznej sali ratuszu, która służy, jako miejsce ślubów. Obejrzeć łańcuchy z insygniami radców; a potem modele statków pływajacych po pobliskiej rzece przez setki lat (w tym: kilka historii o aktach odwagi osób ratujacych tonacych, oraz historia zatopionej barki, która została rozsadzona na tysiace kawałków przez 500 eksplodujacych min, będacych jej ładunkiem). Można też dowiedzieć się historii tzw. 'hulk', czyli pozbawionych masztów i żagli, starych statków, przeznaczonych na więzienia; wystawa zawiera 3 poziomy/pokłady. 
Ponieważ jesteśmy generalnie bardzo 'muzeowi' to spodobała nam się również i ta część wycieczki. Niestety troszkę przeliczyliśmy się czasowo - do muzeum dotarliśmy w okolicy 16, czyli na godzinę przed zamknięciem, i było to o wiele za krótko na dokładne zobaczenie wszystkiego. Realnie dobrze by było przeznaczyć około 2-3 godzin na zwiedzanie.    

The Guildhall Museum, 
High Street, 
Rochester, Kent ME1 1PY

Otwarte: wtorek-niedziela od 10.00 do 17.00. Wstęp: bezpłatny. Niestety nie bardzo można poruszać się z wózkami - dla małych dzieci przyda się opcja nosidła/chusty, większe potuptaja same.