Tuesday, 29 September 2015

Ucierane ciasto kokosowe. Ze śliwkami...


Wyszło wyjatkowo puszyste... Lekko kokosowe i generalnie mocno zjadliwe... Prawdziwie jesienny wypiek, który przyniesie słodki zastrzyk optymizmu o każdej porze szarego dnia... 
Razem ze mna jesienne, śliwkowe desery i ciasta przygotowały: GinSiankooMalwinna i Mopsik. Serdecznie dziękuję za wspólne kucharzenie! 
Przepis znalazłam na blogu My simple kitchen.
Składniki:
(oryginalnie tortownica 26cm, ale moja blaszka 20/30cm okazała się idealna)
  • 125g masła
  • 1/2 szklanki cukru
  • kropla lub dwie olejku kokosowego 
  • 2 jajka
  • 1 i 1/4 szklanki mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki wiórków kokosowych + odrobina do posypania po wierzchu 
  • 1/2 szklanki mleka kokosowego - warto użyć dobrej jakości i bardzo gęstego (można zastąpić zwykłym mlekiem)
  • śliwki
  1. Rozgrzej piekarnik do 180stC. Przygotuj blaszke, lub tortownice - wyłóż papierem do pieczenia.
  2. Śliwki umyj, wyjmij pestki i pokrój na połowy lub ćwiartki. Masło utrzyj z cukrem i olejkiem na puszystą masę. Stopniowo dodawj jajka. 
  3. Następnie, miksujac cały czas, partiami wsypuj mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia oraz wiórki kokosowe. Wlej mleko kokosowe. Całość zmiksuj na gęste i gładkie ciasto. 
  4. Ciasto przelej do przygotowanej blaszki. Na wierzchu poukładaj śliwki - skórką do dołu i lekko je wciskając. Posyp wiórkami kokosowymi. Piecz 'do suchego patyczka' - u mnie około 30-35min, oryginalnie około godziny.

Monday, 28 September 2015

Londyn mniej znany... I Chocolate Museum Brixton...


The Chocolate Museum Shop & Café
187 Ferndale Road, Brixton
London SW9 8BA
Jedno z tych miejsce, które można bardzo łatwo przeoczyć. Wiem z doświadczenia: iPad doprowadził mnie pod same drzwi, a i tak musiałam spojrzeć bardzo, ale to bardzo dokładnie... Bo Chocolate Museum, w niesławnej okolicy zwanej Brixton, to nie ogromny, charakterystyczny gmach, ale niewielka kawiarenka, w ktorej piwnicy umieszczone sa ciekawostki i eksponaty dotyczace historii i produkcjii czekolady.
 Miejsce odrobinę może zaniedbane i lekko jakoby przykurzone... Ale wciaż ciekawe. I warte, jeśli nie specjalnej wyprawy, to krótkiego spaceru przy okazji innych, pobliskich spraw...
Dzieciom na pewno się spodobało. Ogladali z przyjemnościa i eksponaty i krótki film o historii czekolady. A ja napiłam się gęstej, pysznej czekolady doprawionej odrobina chilli...
:)












Friday, 25 September 2015

Lencseleves...

Czyli węgierska, zimowa zupa z zielonej soczewicy... Gęsta i syta... Z kawałkiem dobrego chleba spokojnie zastapi wieczorny posiłek...
Przepis, odrobinę zmieniony, podaje za blogiem Zsuzsa in the kitchen.

Składniki:
(na około 4 porcje)
szklanka = cup = 250ml
  • 1/2 szklanki zielonej soczewicy
  • 1 litr goracego wywaru warzywnego
  • 2 marchewki, obrane i pokrojone na cienkie plasterki
  • około 150-200g dobrej kiełbasy, pokrojonej na plasterki*
  • cebula, posiekana drobno
  • 2 łyżki oliwy
  • 2 płaskie łyżki maki
  • 1 łyżeczka węgierskiej papryki
  • sól i pieprz, do smaku
  1. Wsyp soczewicę do sporego garnka, wlej wywar i gotuj na małym ogniu przez 20 minut. Dodaj kiełbasę i marchewkę i dalej gotuj.  
  2. W małym, nieprzywierajacym rondelku rozgrzej oliwę. Wsyp cebulę i smaż na małym ogniu do zeszklenia. Wmieszaj makę i dobrze wymieszaj. Zestaw z ognia, dodaj paprykę, a następnie przełóż mieszankę do zupy. Dobrze wymieszaj, dopraw do smaku i gotuj kolejnych 5 minut. Jeśli zupa wydaje się zabyt gęsta wlej szklankę goracego wywaru lub wody.  
* Ja niedawno odkryłam wspaniała, wędzona kiełbasę bałkańska i tej się trzymam, oryginalnie autorka użyła kiełbasy 'bawarskiej', ale generalnie - de gustibus... 

Monday, 21 September 2015

Szilváslepény...

Czyli węgierski pudding, składajacy sie ze śliwek zapiekanych pod warstwa ciasta. Jesienny deser... Szybki. Syty. Rozgrzewajacy... 
Niestety ma mocno 'jejeczny posmak', który nie każdy sobie ceni... Ja na przykład... Dobre efekty maskujace daje kleks ubitej śmietanki połaczony z chlustem sosu karmelowego... Ale następnym razem wypróbuję raczej omlet cesarski ze śliwkowym rosterem... 
Przepis pochodzi z węgierskiego bloga 'Zsuzsa in the kitchen'.

Składniki:
(na 3-4 porcje)
szklanka = cup = 250ml
  • 10-12 śliwek (zależy od wielkości)
  • odrobina cynamonu
  • 1/2 szklanki maki
  • 1 łyżka cukru
  • 4 łyżki stopionego masła
  • 3 jajka
  • 1 szklanka mleka
  1. Rozgrzej piekarnik do 180stC. Przygotuj śliwki: oczyść z pestek i pokrój na mniejsze kawałki. Naczynie żaroodporne posmaruj odrobina oleju, lub spreyem do pieczenia.  
  2. Ułóż śliwki w naczyniu - przecięta strona do góry, i posyp cynamonem. W sporej misce wymieszaj make, cukier, masło i jajka. Wlej mleko i roztrzep do uzyskania gładkiego ciasta.
  3. Wstaw do nagrzanego piekarnika i piecz około 45-50minut. Deser podawaj goracy, prosto z piekarnika, lub ostudzony do temperatury pokojowej. Wielka gałka lodów waniliowych, albo kleks bitej śmietany na pewno nie zaszkodza...

Saturday, 19 September 2015

Sałatka ryżowa z tuńczykiem...


W sam raz na szybki lunch, albo jako posiłek do pracy. Zdecydowanie sprawdza się, jako pyszny sposób zagospodarowania resztek. I smakuje spektakularnie takż następnego dnia, po nocy w lodówce...

Składniki:
(na 3-4 porcje)
  • 100g puszkowanego tuńczyka w oleju (ja miałam zakupionego tutaj - z czystym sercem polecam)
  • 3-4 ogórki korniszony
  • 3 jajka, ugotowane na twardo
  • 300g puszka mieszanej fasoli
  • 1/2 czerwonej papryki
  • 1/2 szklanki ryżu
  • sól, pieprz
  • 2 łyżki majonezu
  • 2 łyżki jogurtu greckiego
  1. Ryż  ugotuj na sypko: zalej szklanka wody, dodaj szczyptę soli i gotuj na małym ogniu, aż wchłonięcia całej wody. Zostaw do ostudzenia. Można przygotować dzień wcześniej.   
  2. Jajka posiekaj. Tuńczyka i fasolę odsącz z zalewy. Paprykę, korniszony i jajka pokrój w kostkę.
  3. Do wystudzonego ryżu, dodaj fasolę, paprykę, ogórki, jajka, tuńczyka, oraz jogurt i majonez. Doprawiam solą, pieprzem i dobrze wymieszaj.
Inspiracja - Wesoła Kuchnia.

Thursday, 17 September 2015

Urodziny bloga: 6 lat!


A wszystko zaczęło się 6 lat temu...
:)
Panie. Panowie. Sześć lat temu zasiadłam po raz pierwszy do komputera, by spróbowac swoich sił w blogowaniu...
Sześć lat później, majac za soba troszkę ponad tysiac wpisów, 17 zorganizowanych na agregatorach akcji tematycznych i wiele, wiele nawiazanych blogowo-internetowych przyjaźni, wciaż jestem... Wciaż pisuję... Wciaż gotuję...
Dziekuję wszystkim, którzy do mnie zagladają.
Życzę powodzenia tym, którzy z przepisów korzystają.
Mam nadzieję, że Ci nie do końca zdecydowani się zainspirują.
A Ci przekonani zawsze powracają. 
Dziekuję!
:)
Kasia
(z okazjonalnym wsparciem trójcy gotującej: Khodora, Samiry i Sofii) 

Saturday, 12 September 2015

Drożdżówki z malinami...

Niechcacy i przypadkiem niejako kupiłam pudełeczko przepięknych malin. Wielkich, soczystych i chyba już prawie ostatnich lokalnych... Szkoda by było zmarnować owe cudo na coś codziennego i zrobić na przykład crumble... Ale już rzadko goszczace u nas drożdżówki wpadły mi w oko, jako bardzo, ale to bardzo atrakcyjna propozycja...
:)

Składniki:
(10 sztuk)
  • 7g saszetka drożdży
  • 1 łyżka cukru
  • 3/4 szklanki mleka
  • 3 szklanki mąki pszennej + dodatkowo do podsypywania, jeśli ciasto jest zbyt klejace
  • 100 g masła
  • 2 jajka
  • 1/2 płaskiej łyżeczki soli
ponadto
  • bułka tarta
  • 200g malin, jakieś 30 sztuk
  • cukier puder + sok z cytryny lub limonkowy na lukier
  1. Drożdże wymieszaj z mąką, cukrem i solą. 
  2. Mleko podgrzej lekko w garnuszku. Dodaj rozkłócone jajka i masło. Wymieszaj do rozpuszczenia masła. Całość wlej do suchych składników i wymieszaj drewnianą łyżką. Zarób ciasto ręką (lub mikserem), aż będzie od niej odchodziło (około 5-10 minut). Gęstość ciasta reguluj mlekiem (za gęste) lub mąką (zbyt rzadkie). 
  3. Gotowe ciasto włóż do sporej miski, posmarowanej odrobina oleju. Przykryj miskę suchą ściereczką i odstaw w ciepłe, zacienione miejsce, do podwojenia objętości. Po około 30 minutach wyjmij je na oprószoną mąką stolnicę, lekko spłaszcz dłonią i podziel na 10 części. Każdą część uformuj w kulkę, lekko rozpłaszcz dłońmi i zrób dnem szklanki wgłębienie. Do powstałego wgłębienia wsypujemy odrobinę bułki tartej. Następnie układaj po 2-3 maliny.
  4. Gotowe bułeczki układaj na wyłożonej papierem do pieczenia blaszce w dość dużych odstępach. Przykryj suchą szmatką i odstaw w ciepłe miejsce na kolejnych 30 minut. Piecz 25 minut w piekarniku nagrzanym do 185stC.*
  5. Przestudzone polewamy gęstym lukrem zrobionym z 2-3 czubatych łyżek cukru pudru i odrobiny soku cytrynowego lub limonkowego.
Inspiracja z bloga Limonkowy.
* Ja często mam problem z drugim wyrastaniem ciasta drożdżowego. I nie wiem, czy to moje zimne ręce, czy kwestia angielskich drożdży instant... Bułeczki nigdy nie wychodza tak puchate i wyrośnięte, jak powinny. Natomiast zorientowałam się, że odrobinę pomaga wstawianie ciastek do jeszcze nie do końca nagrzanego piekarnika. I potem odczekanie odpowiedniego czasu, aż do upieczenia.

Wednesday, 9 September 2015

Ziemniaczki zapiekane z serem Camembert...


Pomysł pochodzi z bloga Szlakiem kulinarnych przyjemności.
Składniki:
(spokojnie na posiłek na 2 osób, lub rodziny 1 + 3; a jako dodatek do obiadu więcej)
  • 750g nowych, niewielkich ziemniaków
  • 2 cebule
  • 100 g boczku wędzonego - u mnie: indyk udajacy boczek
  • 120 g sera camembert - u mnie: mój ukochany 'Turek', przywieziony, jako pamiatka z wakacji
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 łyżka masła
  • pieprz
  • sól
  1. Rozgrzej piekarnik do 200stC.
  2. Ziemniaki dokładnie umyj i gotuj, aż będą miękkie, następnie odcedź i ewentualnie pokrój na połówki. (Można przygotować wcześniej).
  3. Cebulę pokrój w piórka, boczek w kostkę. Na patelni rozgrzej oliwę i masło i dodaj cebulę. Smaż, aż się zeszkli, po czym dodaj boczek i dalej smaż przez 3-4 minuty mieszając od czasu do czasu.
  4. Na patelnię dodaj ziemniaki, dokładnie zamieszaj, aby pokryły się tłuszczem i smaż przez 5 minut.
  5. Zawartość patelni przełóż do naczynia do zapiekania. Ser pokrój w grube plasterki i ułóż na ziemniakach. Posyp wszystko pierzem i solą i wstaw do rozgrzanego piekarnika.
  6. Piecz około 10-15min, aż ser będzie apetycznie stopiony, a ziemniaki gorace (jeśli były ugotowane wcześniej). 

Sunday, 6 September 2015

Ciasteczka czekoladowe. Z odciskiem kciuka...


Super proste do zrobienia, czyli w sam raz, jako pretekst do zajęcia malutkich raczek... Powiem szczerze, że nawet nie wiem, jak się przechowuja do następnego dnia, bo niewiele do przechowywania zostało...
:)
Przepis ze starego numeru wewnętrznego magazynu supermarketu Morrisons.
Składniki:
(na 24 sztuki)
  • 115g miękkiego masła
  • 60g drobnego cukru
  • 40g kakao
  • 200g maki z proszkiem do pieczenia (self-raising)
dodatkowo
  • 100g ciemnej czekolady, posiekanej, albo groszków czekoladowych
  • 60g słodzonego mleka skondensowanego
  • kolorowe groszki/posypka do dekoracji
  1. Rozgrzej piekarnik do 180stC (160stC z termoobiegiem). Wyłóż 2 blaszki pergaminem do pieczenia. W sporej misce ubij mikserem masło i cukier, az do uzyskania kremowej, jasnej masy. Wmieszaj kakao i makę i zagnieć miękkie ciasto.
  2. Rozdziel ciasto na 24 niewielkie kulki. Układaj je na blaszkach do pieczenia, w niewielkich odstępach, i wyciskaj na każdym odcisk kciuka. Piecz 8-10min, aż będa lekko popękane i suche na wierzchu, ale wciaż miękkie w środku.
  3. Kiedy ciasteczka stygna odciśnij delikatnie na każdym wgłębienie jeszcze raz. Zostaw do ostudzenia.
  4. W międzyczasie stop czekoladę w kapieli wodnej, a następnie wmieszaj mleko skondensowane. Nakładaj po kleksie masy czekoladowej na każde ciacho i dekoruj groszkami.