Saturday, 17 September 2011

To już 2 lata!


To juz 2 lata! 
Dwa bardzo kreatywno-kuchenne lata musze dodac :) Kulinarne akcje zmuszaja do poszukiwania nowych smakow, a znalezione w kulinarnej blogosferze zdjecia zachecaja do probowania nieznanych dan... 
Ostatni rok nie obyl sie bez dramaciku: agregator blogow kulinarnych - Durszlak nr 1 padl niespodziewanie, a razem z nim przepadla cala gama zakonczonych podsumowan do roznego rodzaju akcji. Archiwum nie do odtworzenia... 
Ale coz... Zycie kulinarno-blogowe toczy sie dalej. I to z coraz wiekszym rozpedem! :) Bo stary, dobry Mikser udoskonalil sie nieprawdopodobnie i to po naszej blogowo-wspolnej-mysli :), a na dodatek powstal nowy Durszlak! 
Przy okazji chcialabym bardzo serdecznie podziekowac tym, ktorzy tu do mnie zagladaja. Dzieki Wam mam ochote poszperac wieczorem w ksiazkach kucharskich, by móc zaprezentowac jakies nowe danie na blogu, zamiast z kubelkiem herbaty bezczynnie ogladac telewizje! ;):):)))))

Kasia (lejdi-of-the-house) oraz wspomagajacy kucharzenie: Khodor & Samira
:):):))))))))))

Friday, 16 September 2011

Tarta z budyniem, malinami i galaretką...


Pomysl od Oli, a ja podaje juz z moimi zmianami.
Skladniki:
na ciasto
  • 1 szklanka maki
  • 90g masla lub margaryny do pieczenia
  • 1.5 lyzki cukru
  • 1 lyzka zimnej wody, opcjonalnie
nadzienie
  • 1 budyn smietankowy z cukrem
  • 1.5 szklanki mleka
  • 150g pudeleczko malin
  • galaretka malinowa + 200ml wrzacej wody
dodatkowo
  • 1 x 20cm foremka do tarty
  1. Make i cukier wrzucic do miski, dodac maslo, rozetrzec palcami, a nastepnie szybko zagniesc ciasto, dodajac ewentualnie lyzke zimnej wody. Wlozyc do lodowki na 15min. 
  2. Wykleic foremke (mam silikonowe, wiec nie musza byc smarowane tluszczem) ciastem - jest niesamowicie kruchutkie, wiec moja proba walkowania sie nie powiodla. Ponakluwac widelcem i wstawic do lodowki - na czas nagrzania piekarnika.
  3. Nagrzac piekarnik do 190stC. Piec tarte okolo 15min, lub do lekko zlotego koloru. Wystawic na kratke do lekkiego ostudzenia.
  4. W miedzyczasie zrobic budyn, wg przepisu na opakowaniu, ale z 1,5 szklanki mleka, zamiast dwoch. Wylac na ciasto. Poukladac maliny, wciskajac lekko w budyn i zalac tezejaca galaretka zrobiona z polowa wody przewidzianej na opakowaniu - u mnie 200ml, zamiast przepisowych 400ml. (Mam galaretki 'instant set', ktore zsiadaja sie jeszcze gorace i nie ma najmniejszego problemu z wylewaniem sie ich poza foremke, bo moga byc nakladane z lekka 'gorka', ALE przy normalnych, zelatynowych galaretkach, chyba lepiej uzyc do budyniu jeszcze mniej mleka - okolo 1 - 1,25 szklanki).
  5. Zostawic do ostudzenia. Przechowywac w lodowce.


Wednesday, 14 September 2011

Chilli feta Nigel'a Slater'a...


Przepis z magazynu Olive (pazdziernik 2010r.)
''The heat of the chillies is tempered by the lovely milky-white feta and cooling coriander. Sublime as a light snack or shared starter.''

Oczywiscie nie obylo sie bez dramatow, albo dramacikow raczej :) Po powrocie ze sklepu, skad przytargalam cala gore zakupow, okazalo sie, ze moj maz polasil sie na zielone cebulki - zostawione przeze mnie na te wlasnie okazje. A ja juz nie mialam sily isc do klepu po raz kolejny... Dlatego, widoczna na zdjeciach, improwizacja - 1/2 regularnej, czerwonej cebuli, pokrojonej na cieniutkie plasterki. No i na koniec, kiedy po nakarmieniu dzieci, usadzeniu ich przed bajka, sprzatnieciu kuchni, zaczelam wreszcie robic cos do zjedzenia dla siebie, bylam juz tak glodna, ze z wrazenia... zapomnialam dodac kolendry! Ktora, nawiasem mowiac, stala sobie spokojnie w pudelku i czekala na swoja kolej. Zorientowalam sie dlugo, dlugo po pysznym fakcie.
:):):):)))))))))))))))))))))

Skladniki:
(1-2 porcje; przy czym raczej 1 dla bardzo glodnej osoby)
  • 3 srednie czerwone, lub pomaranczowe papryczki chilli
  • 2 zielone cebulki
  • oliwa
  • kilka galazek tymianku
  • 200g blok sera feta - kupilam taki nieco lepszy, na stoisku 'deli', a nie pakowany; plaster okolo 150g
  • duza garstka kolendry, posiekanej z grubsza
  • chleb do podania - u mnie: pita, leciutko podgrzany w piekarniku
  1. Przepolow papryczki chilli wzdluz, usun i wyrzuc pestki. Posiekaj papryczki i cebulki na cieniutkie plasterki. Rozgrzej oliwe na patelni i smaz papryczki i cebulki, na malym ogniu, az lekko zmiekna, mieszajac od czasu do czasu.
  2. Usun listki z galazek tymianku, posiekaj i wmieszaj do papryczek. Wloz caly kawalek sera na patelnie, naloz na niego czesc papryczkowo-cebulowo-tymiankowej mieszanki i zostaw na kilka minut na malutkim ogniu - do czasu, az ser sie zagrzeje i zacznie sie topic na brzegach.
  3. Dodaj posiekana kolendre i zajadaj z dobrym, cieplym chlebkiem. :)

Monday, 12 September 2011

Czekośliwka, czyli gra nie warta świeczki, ale za to jaka pyszna!

Naczytalam sie, oj naczytalam... 
Wszyscy gotuja powidla sliwkowe, a na dodatek jeszcze czesto i gesto do owych sliwek dorzucaja czekolade! I nazywaja 'czeko-sliwka'! A ja od lat nie spotkalam sie z takimi prawdziwymi, wielkimi i super-slodkimi sliwkami... 
Az do niedawna... Spacerujac po pobliskim targu, ktory odbywa sie comiesiecznie w parku za rogiem, znalazlam to, czego bardzo potrzebowalam: stoisko z warzywami i owocami. Szukalam raczej pomyslu na obiad, niz cokolwiek innego, ale kiedy zobaczylam te slicznosci... Wielkie... Przejrzale... Fioletowe... Zabralam kilogram do domu z jednym zamiarem: powidla! :) 
I od razu zaznacze, ze podana ilosc jest miniaturowa i wlasnie przyslowiowej swieczki nie warta: za cene sliwek, dodanego cukru, czekolady i uzytego pradu pewnie zakupilabym, bez zadnych ceregieli ze 3 sloiczki w pobliskim polskim sklepie. Zabawa tylko, dla satysfakcji i dla przyjemnosci podjedzenia pysznych, domowych czeko-powidel z kawalkiem chleba, lub nalesnikami...

Skladniki:
(na mniej wiecej 2 niewielkie sloiczki gotowego produktu)
  • 1kg sliwek, typu wegierki, dojrzalych i slodkich
  • 1 szklanka jasno-brazowego, nierafinowanego cukru
  • 50-100g ciemnej czekolady
Sliwki wypestkowac, wrzucic do garnka razem z cukrem i dobrze wymieszac. Zagotowac, zmniejszyc ogien do malutkiego i gotowac 2godz 30min-3godz, mieszajac od czasu do czasu i uwazajac pod sam koniec, bo lubia sie przypalic. Moje byly gotowe po 2godz 45min. Pod sam koniec gotowania dorzucic czekolade i mieszac, az sie rozpusci. 
Ja najpierw dorzucilam 50g i calosc wydala mi sie za malo czekoladowa, wiec, zajeta przez dzieci, dorzucilam kolejnych 50g... I to wydalo mi sie za... czekoladowe! :) (Wciaz PRZE-pyszne, bo czy tak naprawde jakikowiek nadmiar czekolady moze zaszkodzic???) Dlatego chyba lepiej dorzucac czekolade po odrobinie, az do osiagniecia pozadanego smaku. 
Powidla przechowywac w sloiczkach, pojemnikach lub miseczkach. Moje sa przeznaczone nie na zimowy zapas, ale jako 'cos slodkiego' na teraz, wiec nie przejmowalam sie pasteryzowaniem. 
PS. A jesli ktos ma ochote, a potrzebuje drogi na lekkie skroty, to zapraszam do Oli. :)

Saturday, 10 September 2011

Gnocchi di patate ai funghi...


Danie wzorowane na przepisie ze strony 'Kwestia Smaku'
Skladniki:
(na 2 porcje)
na gnocchi
  • 400g ziemniakow, ugotowanych i utluczonych poprzedniego dnia
  • 1 male jajko
  • 120g maki + okolo 40g do podsypania i na wypadek, gdyby ciasto bylo za klejace
  • szczypta soli
na sos grzybowy
  • 160g borowikow, ale mozna dac wiecej - o tym to ja moge sobie pomarzyc! :( Mam i uzywam 'chestnut mushrooms' (pieczarko-podobnych, ale z brazowymi kapeluszami)
  • 60g masla
  • 1 zabek czosnku
  • 1/4 szklanki bialego wina
  • 2 lyzki posiekanej natki pietruszki
  • 2 lyzki posiekanego szczypiorku
  • pokruszony Parmezan

GNOCCHI
W misce wymieszac ziemniaki, jajko, make i sól. Zagniesc ciasto, dodajac w razie potrzeby po odrobinie maki. Wylozyc na lekko wysypany maka blat i uformowac na ksztalt kwadratu/prostokata, o wysokosci okolo 1cm. Kroic na paski, a nastepnie kazdy pasek kroic na male kwadraciki. Gotowac partiami we wrzacej wodzie - okolo 1min, lub do wyplyniecia na powierzchnie. Odcedzac dokladnie.
(Ja w tym momencie moje gnocchi ostudzilam, ulozylam na tacach wylozonych folia kuchenna i zamrozilam. Wszyscy w domu wolimy takie odgrzewane na zloto na patelni :) Ale oczywiscie mozna ich uzyc natychmiast).
SOS GRZYBOWY
Grzyby umyć, osuszyć, pokroić na plasterki. Rozgrzać patelnię, włożyć połowę masła, dodać grzyby. Doprawić solą oraz pieprzem i smażyć przez kilka minut. W połowie smażenia dodać pokrojony na plasterki czosnek. Grzyby delikatnie zrumienić, nie przypalając.
Wlać białe wino i odparować. Zmniejszyć ogień, dodać natkę pietruszki, szczypiorek oraz resztę masła, wymieszać. Na patelnię włożyć gnocchi, wymieszać i doprawić ewentualnie solą oraz pieprzem. Wyłożyć na talerze i posypać Parmezanem.
(Moje gnocchi zostaly odmrozone i odsmazone na osobnej, nieprzywierajacej patelni i dorzucone do grzybow).

Thursday, 8 September 2011

Cupcakes pomarańczowe z jeżynowym kremem (Jamie Oliver)...



W sam raz dla dzieci! Takich lekko podrosnietych, bym doradzala, bo jednak calosc niejako brudzaca i wymaga opanowania odrobiny podstawowej rownowagi. :)
Przepis jest uproszczony na tyle, ze nie wymaga uzywania wagi - wystarczy lyzka!
Ja robilam uzywajac mojej standardowej blaszki i papilotek muffinkowych i wyszlo swietnie! Troche spanikowalam, bo powstala ilosc ciasta wydala mi sie niewystarczajaco-zalosna i zrobilam tylko 10 sztuk. Potem babeczki ladnie wyrosly i stwierdzilam, ze spokojnie wyszloby 12. :)
Poza tym zrobilam krem tylko z polowy podanej ilosci serka kremowego (100g) i... zalowalam! Blad! Bo jest pyszny! Ale ja potrzebowalam czegos nie-brudzacego-dokladnie-wszystkiego-dookola...
:):):))))))))))))))


Rozgrzej piekarnik do 180stC (160stC z termoobiegiem).
Mikserem ubij na puszysta, kremowa mase 8 lyzek zlotego, drobnego cukru do wypiekow, 1/2 x 250g opakowania miekkiego masla, 8 lekko czubatych lyzek maki z proszkiem do pieczenia (self-raising), 2 duze jajka i skorke starta z 1 cytryny i z 1 pomaranczy (u mnie: 2 lyzeczki olejku pomaranczowego). 
Wyloz papilotkami blaszke muffinkowa i rozloz ciasto rownomiernie. Piecz przez 15min, a nastepnie zostaw do ostudzenia na kratce.
W miedzyczasie wymieszaj na mniej wiecej gladka mase (moze byc mikserem) 1 x 200g opakowanie serka kremowego, 2 lyzki cukru pudru i garsc jezyn. Nakladaj po lyzce kremu na kazdy ostudzony cupcake. 

Ciastka zostaly zatwierdzone:
:):):):)))))))))))

Wednesday, 7 September 2011

Zamek Windsor...

Na fali entuzjastycznego zwiedzania wybralismy sie do drugiej po palacu Buckingham glownej rezydencji Krolowej Elzbiety II - zamku Windsor. 
Podroz jest krotka - okolo 55min z centralnego Londynu (stacja Waterloo), a zamek widac juz po otwarciu drzwi stacji Windsor & Eaton Riverside, wiec odpada czasochlonne poszukiwanie drogi. :)
Wiecej o aktualnych i przewidzianych wystawach i wycieczkach mozna poczytac na oficjalnej stronie.
Mam tylko jedna uwage: warto zamek zwiedzac zanim zacznie sie posiadac potomstwo... Male dzieci nie widza sznurowych barier i przechodza pod nimi... My dzien spedzilismy na histerycznym syczeniu:'Wrrracajcie tu natychmiassssst(!!!)'. I pod czujnym okem straznikow - nie musze dodawac...
:):):))))))))))))

Pierwszy rzut oka na zamek, jeszcze ze stacji:

Tlumy przed wejsciem (kolejki sa potworne! Na szczescie calosc jest na tyle zorganizowana, ze nie czeka sie zbyt dlugo):


Juz w srodku - rozbroil mnie ten balkonik :) Bardzo Romeo & Julia...


Ogrody na zboczu zamku:




Dziedziniec wewnetrzny (tam calkiem po lewej, juz za rusztowaniami, znajduja sie kwatery prywatne krolowej):



Taras Polnocny:


I spektakularny widok z niego:



A nas interesuje kuchnia! Albo raczej Wielka Kuchnia ('Great Kitchen'), ktora, oczywiscie, znajduje sie w prywatnej i normalnie niedostepnej czesci zamku, a my trafilismy na krotki okres, kiedy to mozna zarezerwowac osobna wycieczke, juz w towarzystwie przewodnika.
Kilka ciekawostek:
* Wielka Kuchnia zamku Windsor jest najstarsza kuchnia na Wyspach - praktycznie nie zmieniona i uzywana ciagle od 750 lat! Dlugo uwazana ja za XVII-wieczna, ale po pożarze z 1992r. okazalo sie, ze w rzeczywistosci powstala ona juz gdzies w wieku XIII!
* Odremontowana i unowoczesniona w okolicy 1820r. Do tej pory uzywana jest gazowa kuchnia zamontowana w tym czasie (ciekawe, jak przechodzi coroczne inspekcje bezpieczenstwa?:)), podobnie, jak i stoly z solidnego drewna debowego - podniesiono je tylko o kilka cali (ludzie XXI wieku sa wyżsi, niz ci w XIX wieku) i przykryto higieniczna stala nierdzewna.
* Kucharz Krolowej, lokalny chlopak ze Slough :) Mark Flanagan ('local boy from Slough':)) pracuje z zespolem 20 kucharzy + 10 pomagajacych pomiedzy stacjami, i wydaje nawet do 1500 posilkow dziennie w czasie oficjalnych wizyt. Hall Sw. Jerzego ('St. George's Hall') miesci 161 gosci i tyle dan obiadowych trzeba wydac, a nastepnie nakrmic wszystkich pracujacych - na stale i tymczasowych.
* Winda wiodaca z kuchni do hallu reprezentacyjnego zostala zamontowana dopiero po pożarze z 1992r., wczesniej talerze byly wnoszone po schodach - dlatego kucharze przygotowywali 20 porcji wiecej kazdego dania. Nawiasem mowiac tradycja pozostala i robia to do dzisiaj - i nikt nie wie, gdzie te dodatkowe porcje znikaja...
* Obok glownej kuchni jest osobna, znacznie mniejsza - do przygotowywania dan na zimno (np. kanapki); polaczona z ogromna chlodziarka (wielkosci pokoju). Co ciekawe kuchnia nie posiada zamrazarek. Wszystko jest przygotowywane na biezaco, ze swiezych produktow, pochodzacych z lokalnych zrodel: glownie z farm krolewskich lub z okolicznych prywatnych farm. Dania sa sezonowe, a ilosc przygotowywanych posilkow sprawia, ze musza byc raczej proste i bez zbednych komplikacji.

Niestety nigdzie wewnatrz Zamku nie wolno robic zdjec. Ja mialam wielka nadzieje, ze uda mi sie pstryknac chociaz kilka juz w Wielkiej Kuchni. Cholercia, moze to nie jest az taka zdrada stanu, ze wyladowalabym w wiezieniu??? Ale niestety otworzylam dziób i zapytalam jednego z przewodnikow: 'Czy na pewno nie mozna robic zdjec nigdzie, ale to nigdzie?' Od tego momentu gdziekolwiek sie nie obrocilam napotykalam jego czujne spojrzenie... Mialo to swoje dobre strony, bo chlopina przy okazji monitorowal posuniecia i pomysly Samiry, ktora zdecydowala sie na urozmaicenie wizyty i chowala sie pod stolami i za kurtynami. 
:)
Po powrocie przeszukalam Internet w nadziei znalezienia chociaz kilku fotek, ale wyglada na to, ze wszyscy sa albo bardzo zdyscyplinowani, albo, jak ja, bardzo boja sie oskarzenia o zdrade stanu, bo nie znalazlam kompletnie nic! 
:)

I jeszcze zmiana wart - bardzo spektakularna zreszta:
(Musze sie do czego przyznac - jestem straszny pies na... Nie, nie na baby :), na mundury! Uwielbiam te wszystkie marynarskie i komandoskie, ale te czerwone... Hm... Cos do mnie nie przemawiaja!)





I ostatni przed wyjsciem rzut oka na zamek (po lewej - kaplica Sw. Jerzego (St. George Chapel), gdzie w 2005r. odbyl sie slub ks. Karola i Kamili Parker-Bowles)